Niekorzystna umowa….i co dalej?

Twórcy często zawierają niekorzystne umowy. Niektórzy w ogóle ich nie czytają. Niektórzy czytają, ale niewiele rozumieją.  Ponadto wielu artystów rezygnuje z jakichkolwiek negocjacji ze względu na znaczną biznesową przewagę drugiej strony umowy.  Niestety, autorzy są często stawiani przed wyborem: albo podpisujesz umowę, którą Ci proponujemy albo możesz zrezygnować.

Innym problemem jest to, że nierzadko umowy są podpisywane na samym końcu współpracy, np.  gdy utwór jest już przesłany, koncert zagrany, a wynagrodzenie zapłacone. Można pomyśleć, że skoro wszystko to,  co najbardziej istotne już się dokonało, to po co się jeszcze przejmować umową?

Nic bardziej mylnego.

Z niekorzystnej umowy trudno się wycofać, a jej skutki mogą być bardzo bolesne dla artysty.

Za przykład niech posłuży nam historia Janka, młodego autora, kompozytora muzyki elektronicznej (Janek i jego perypetie są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób lub zdarzeń są niezamierzone).

Opowieść o Janku i mec. Uważnym.

Janek od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie muzyką. „Grał” na wszystkim, co wydawało dźwięki: garnkach, stołkach, źdźbłach trawy. Gdy rodzice zauważyli wrażliwość muzyczną syna, postanowili posłać go do szkoły muzycznej. Uczęszczał do klasy fortepianu. Niezależnie od tego Janek grał jeszcze na gitarze i z pasją śledził wszelkie nowości techniczne usprawniające proces tworzenia muzyki. Był wielkim pasjonatem. Muzyka była całym jego życiem.

Janek zaczął odnosić pierwsze sukcesy, pojawiły się zaproszenia i zamówienia. Podpisywał różne umowy. Czasem przed, czasem po koncercie. Czasem żadnych pisemnych umów nie było. Przez wiele lat nie napotkał większych problemów. Organizatorzy wywiązywali się ze swoich zobowiązań finansowych, a Janek robił to, co kochał najbardziej – komponował i grał.

Pewnego dnia Janek usłyszał nagranie swojego utworu w telewizji. Zostało ono wykorzystane w ramach oprawy muzycznej programu sportowego. Jak potem sprawdził, nie otrzymał z tego tytułu żadnych tantiem. Na jego muzyce zarobił ktoś inny.

Bardziej doświadczeni koledzy powiedzieli Jankowi, że warto skonsultować sprawę z prawnikiem i polecili mu Pana Mecenasa Uważnego.  Janek postanowił umówić się na konsultację. Szybko odnalazł w Internecie dane kontaktowe i ustalił z Mecenasem Uważnym mailowo zasady współpracy, w tym koszt porady, oraz termin spotkania.

W ustalonym dniu Janek zjawił się w kancelarii. Przy filiżance aromatycznej kawy Mecenas Uważny powiedział:

– „Panie Janku, prawnik jest jak lekarz. Najpierw trzeba mu opisać, co pacjentowi dolega, co się dokładnie wydarzyło. W oparciu o te informację będę mógł postawić diagnozę i przedstawić plan działania”.

Janek opowiedział zatem dokładnie jak wyglądała cała sytuacja.  Utwór powstał latem 2015 roku na zamówienie organizatora pewnego koncertu.  Koncert odbył się  17 sierpnia 2015 r., a umowa została zawarta dwa dni później.  Utwór Janka był emitowany w TV pomiędzy marcem a sierpniem 2016 r. w ramach programów sportowych.

Mecenas Uważny dopytał także o kwestie związane z ZAiKSem. Janek był na to przygotowany. Wiedział, że organizatorem koncertu była spółka, która powierzyła prawa ZAIKSowi 2 lipca 2010 r.  Janek zaś powierzył swoje prawa zarządowi ZAIKSu dopiero pół roku po koncercie, 9 stycznia 2016 r.

Po ustaleniu tych faktów Mecenas Uważny przeszedł do analizy umowy, którą Janek podpisał. Okazało się, że zawiera ona postanowienia o przeniesieniu autorskich praw majątkowych.

Janek dowiedział się, że skutkiem takiej umowy jest utrata praw do utworu, a także tantiem, na polach eksploatacji wskazanych wyraźnie w umowie. Mecenas Uważny wyjaśnił:

– „Nie jest to może najbardziej trafne porównanie, ale wyobraź sobie, że przeniesienie praw autorskich jest jak sprzedaż mieszkania. Przestaje być Twoje. Gdybyś mieszkanie tylko wynajął, dalej należałoby do Ciebie. Tak samo, gdybyś udzielił jedynie licencji – prawa do utworu nadal byłyby Twoje. Organizator koncertu wstąpił na Twoje miejsce, jako uprawnionego do utworu. Od teraz to on może na nim zarabiać. Wyjątkiem są tantiemy audiowizualne, które zawsze będą się należały Tobie”.

W Janka wstąpiła nadzieja:

– „Mój utwór był nadawany w telewizji. To znaczy, że to były tantiemy audiowizualne i ja powinienem je otrzymać?

– „Niestety nie”  – ze smutkiem stwierdził Mecenas Uważny – „jeżeli utwór byłby włączony do oprawy muzycznej filmu lub serialu, tantiemy byłyby Twoje. Jednak ZAiKS nie traktuje programu TV jako utworu audiowizualnego, dlatego tantiemy należą się spółce, która nabyła od Ciebie prawa”.

Dalej Mecenas Uważny kontynuował analizę prawidłowości przeniesienia praw:

– „Widzę na umowie Twój podpis, więc przeniesienie praw jest ważne. Jest także wyraźnie wymienione pole eksploatacji: nadawanie. Spółka zadbała także o detale. Wyraźnie wskazano, że honorarium, które przewiduje umowa, obejmuje wynagrodzenie za przeniesienie autorskich praw majątkowych”.

Załamany Janek zapytał:

– „Czy można zatem coś jeszcze w tej sprawie zrobić? Zależy mi tylko na tym, by otrzymać pieniądze proporcjonalne do wartości komercyjnej tego utworu. Oddałem go za bardzo małe honorarium, ponieważ nie spodziewałem się, że zostanie on wykorzystany  w telewizji.”

Mecenas Uważny pocieszył go:

– „Tak, mamy jeszcze kilka możliwości działania. Po pierwsze zastanówmy się, czy pomóc może regulamin repartycji ZAiKS. Jeżeli zarówno autor jak i nabywca praw podpisali umowę powierzenia praw ZAiKS, obowiązuje ich ten regulamin. Aby chronić twórców ustalono w nim regułę, zgodnie z którą autor dostaje 60 % tantiem za nadawanie utworów muzycznych i słowno-muzycznych. Ale z tego co widzę w dniu przeniesienia praw nie byłeś jeszcze związany z ZAIKSem. Dlatego to postanowienie regulaminu Cię nie dotyczy i nie możemy się niestety na nie powołać”.

Janek z niecierpliwością czekał na dalsze słowa Mecenasa Uważnego.

– „Prawo autorskie daje jeszcze prawo do odstąpienia od umowy przeniesienia autorskich praw majątkowych ze względu na istotne interesy twórcze. Interesy te jednak muszą dotyczyć sfery osobistej, a nie majątkowej, jak jest w Twoim przypadku. Ty chcesz po prostu więcej na tym utworze zarobić. Poza tym mógłbyś odstąpić od tej umowy, jeżeli rozpowszechnianie utworu nastąpiłoby w nieodpowiedniej formie lub gdyby wprowadzono w nim zmiany, którym mógłbyś się słusznie sprzeciwić. To także nie ma miejsca w Twojej sytuacji. Moglibyśmy także oprzeć się na przepisach prawa cywilnego, gdyby umowa przewidywała prawo odstąpienia od umowy, ale nie znalazłem w niej takiego postanowienia”.

Janek w skupieniu słuchał Mecenasa Uważnego. Starał się wszystko dobrze zrozumieć, choć nie było to dla niego łatwe. Informacje były nowe i choć Mecenas Uważny starał się mówić prostym językiem, Janek nie zawsze wszystko pojmował. Nie wiedział, że prawo daje aż tyle możliwości działania. Postanowił sobie, że będzie dokładniej czytał kolejne umowy i konsultował swoje wątpliwości przed ich podpisaniem.

Mecenas Uważny mówił jednak dalej. Zaczął rozważać także inne opcje zakończenia niekorzystnej umowy popisanej przez Janka.

– „Kodeks cywilny chroni także przed podejmowaniem wiążących decyzji w stanie, który wyłącza świadome działanie. Umowa taka jest nieważna. Także zawarcie umowy pod wpływem błędu, który dotyczy przeniesienia praw lub błędu, który ktoś wywołał podstępnie, daje możliwość uchylenia się od skutków takiej umowy. Trzeba tylko pamiętać, że konieczne jest w takiej sytuacji wysłanie podpisanego pisma drugiej stronie umowy w ciągu roku od dnia wykrycia błędu”.

Janek ożywił się: – „O, to może jest furtka dla mnie. Przecież nie wiedziałem jakie skutki ma przeniesienie praw, jak podpisywałem tę umowę”.

Mecenas Uważny z uśmiechem wyjaśnił: – „Panie Janku, jest takie łacińskie powiedzenie: Ignorantia iuris nocet. Pewnie je Pan zna. Nieznajomość prawa szkodzi. Nie można uchylić się od skutków prawnych umowy tylko dlatego, że nie zadaliśmy sobie trudu skonsultowania jej z prawnikiem lub zrozumienia co podpisujemy. Błąd musi być istotny. Kodeks cywilny tak to tłumaczy: można powoływać się tylko na błąd uzasadniający przypuszczenie, że gdyby składający oświadczenie woli nie działał pod wpływem błędu i oceniał sprawę rozsądnie, nie złożyłby oświadczenia tej treści. Tak chyba nie było, prawda?”.

Janek pokiwał tylko głową. Nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu nie przeczytał dokładnie tej umowy. Widział, że jest w niej przeniesienie praw, ale uznał, że nie ma sensu opóźniać podpisywania dokumentów. Chociaż nikt ze Spółki go nie naciskał i nie popędzał. Janek był już pewny, że sprawa jest beznadziejna, ale Mecenas Uważny miał dla niego jeszcze jedną opcję działania:

– „Myślę, że przepis, z którego moglibyśmy skorzystać, to art. 44 prawa autorskiego. Przeczytam Ci go: W razie rażącej dysproporcji  między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami  nabywcy autorskich praw  majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia  wynagrodzenia przez sąd. To jest właśnie nasza sytuacja. Muszę Ci tylko wskazać na trudności, które wiążą się ze skutecznym wykorzystaniem tego przepisu. Po pierwsze musimy udowodnić, że ta rażąca dysproporcja zaistniała, czyli musimy mieć dane o korzyściach spółki, która nabyła prawa. Możemy je otrzymać od nich dopiero na etapie postępowania sądowego, ponieważ sami nam ich pewnie nie udostępnią, a ZAiKS także nie może nam ich zdradzić. Czyli składając pozew nie będziemy pewnie dokładnie wiedzieli ile dokładnie zarobiła spółka na Twoim utworze. Złożenie pozwu wiąże się zaś z kosztami. Trzeba zapłacić za sporządzenie pozwu prawnikowi oraz uiścić wpis sądowy. Następnie musimy oszacować i udowodnić, jakie wynagrodzenie byłoby proporcjonalne do korzyści spółki. Bo w tym pozwie nie będzie chodziło o zwrot korzyści spółki lub o odszkodowanie, tylko o wyrównanie stanu dysproporcji pomiędzy Twoim honorarium a korzyściami spółki”.

Janek zapytał na koniec: – „Panie Mecenasie, pogubiłem się. Zatem co Pan rekomenduje?”

Mecenas Uważny zamyślił się i po chwili odpowiedział:

– „Panie Janku, postępowanie sądowe jest zazwyczaj długie, kosztowne i wiąże się z ryzykiem, bo nie można nigdy przewidzieć jego rezultatu. Oczywiście jeżeli wygramy, to spółka będzie musiała zwrócić Ci koszty postępowania, ale i tak nie pokryje to pełnych kosztów mojego wynagrodzenia. Proponuję rozpocząć od kontaktu ze spółką i spróbować uzyskać dodatkowe wynagrodzenie dla Ciebie na drodze rozmów ugodowych. Jeżeli one nie przyniosą pozytywnego rezultatu, będziesz mógł zastanowić się nad wniesieniem pozwu. W końcu proces, to także kłopot i koszt dla drugiej strony, więc pewnie będą chcieli go uniknąć. Wyślemy w Twoim imieniu pismo do spółki z zaproszeniem do rozmów. Spróbuj tylko zastanowić się, jakie wynagrodzenie uważasz za odpowiednie. Ja oczywiście podpowiem Ci, czy jest ono realne do uzyskania”.

– „Dobrze” – powiedział Janek. – „Tak zróbmy”.

Panowie uścisnęli sobie dłonie na pożegnanie. Janek po drodze do domu dużo rozmyślał.  Rozważał jakie wnioski powinien wyciągnąć z całej tej sytuacji. Z pewnością od tej pory będzie dokładnie czytał umowy, a w razie jakichkolwiek wątpliwości, podsyłał je do sprawdzenia Mecenasowi Uważnemu. Przypominało mu się porównanie z lekarzem. – „Lepiej zapobiegać, niż leczyć” – pomyślał. Potem stwierdził jeszcze, że nie pozwoli już na sytuację, w której umowę dostaje po wykonaniu zadania. Zawsze będzie prosił o przesłanie jej projektu wcześniej, by świadomie wchodzić we współpracę. – „Na tym etapie mojej kariery jednym nieopatrznym podpisem mogę dużo stracić” – pomyślał. Na szczęście zazwyczaj spotykał się z ludźmi tak samo oddanymi danemu projektowi jak on. – „Przecież zawsze można porozmawiać, ponegocjować. To też są ludzie. Nikt nikogo nie chce wykorzystać” – pomyślał z ulgą. Był bardzo zadowolony ze spotkania z Mecenasem Uważnym. Może nie rozwiązał od razu jego problemu, ale Janek w końcu czuł, że wie na czym stoi i jakich błędów nie popełniać w przyszłości. A także, do kogo może zwrócić się z prośbą o pomoc.

Mam nadzieję, że ta prosta opowieść pomoże twórcom ustrzec się od podpisywania niekorzystnych umów przeniesienia autorskich praw majątkowych, ośmieli ich do kontaktów z prawnikiem i wskaże, jak poradzić sobie, jeżeli umowa została już skutecznie zawarta.

Jeżeli podoba Ci się taka forma wpisu, daj znać w komentarzu i udostępnij tekst znajomym, którzy mogą potrzebować tego typu wiedzy 🙂 

1 komentarz

Tagi:, , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

7 lutego 2018

Pokazałam ten wpis znajomym, którzy grają w założonym przez siebie zespole i własnie negocjują warunki swoich pierwszych poważnych koncertów. Dziękuję w ich imieniu ;).

Jolka
Witam serdecznie na moim blogu! Nazywam się Aleksandra Sewerynik. Jestem prawnikiem i dyrygentem. Specjalizuję się w prawie autorskim. Rozumiem muzyków. Chcę pomóc im zrozumieć prawo autorskie.
Pierwsza książka o prawie autorskim napisana specjalnie dla muzyków oraz osób korzystających z muzyki. Ostatnie wpisy